Zawsze mogło być bardziej precyzyjnie, dokładniej, bardziej kolorowo, artystycznie, pogodniej.... a przemijanie trwa niezatrzymanie, dziś wygadało dokłanie tak...
Podgórze 2026.
Deszcz uderzał o mury starej kamienicy, zmywając kurz z jaskrawego graffiti na zniszczonych, drewnianych drzwiach. U ich podnóża, na chodniku usłanym białymi płatkami, samotny gołąb przeczekiwał ulewę, podczas gdy z góry, z kamiennego gzymsu, spoglądała na niego rzeźbiona, niema twarz z minionej epoki. Oboje byli jedynymi strażnikami historii, które ten dom dawno już zapomniał.
Wokół nich świat nasiąkał melancholią. Ciężkie krople deszczu zatrzymały się na ciemnopurpurowych liściach krzewu, błyszcząc niczym zamarznięte łzy, by kawałek dalej, na soczystej zieleni, uformować idealne, wodne sfery. W tych małych, szklanych odbiciach na chwilę zamknął się cały otaczający wszechświat.
Natura nie dbała jednak o miejski smutek – ona w nim rozkwitała. Na tle surowego betonu eksplodowała dzika, gęsta biel drobnego głogu, a tuż obok, w trawie, dumna róża szeroko otwierała swoje złote serce, karmiąc się wilgocią z nieba.
Na środku podwórka rósł biały jastrun. Chwilę po ulewie dumnie wznosił ku górze koronę pełną deszczowych pereł, będąc uosobieniem czystego, niezłomnego życia. Jednak czas płynął nieubłaganie. Niedługo później, smagany wiatrem na tle rdzewiejącej, metalowej kraty, zaczął gubić pierwsze płatki Pochylony, zmęczony, ale wciąż piękny.







