O mnie

Moje zdjęcie

Od kilku lat jestem zaangażowanym fotografem amatorem.Lubię przyrodę, kocham kwiaty i uwielbiam podróże.Swoje obserwacje świata i ludzi próbuję przenieść na fotografie. Cenię sobie proste piękno, być może dlatego często pochylam się nad zwykłym kwiatkiem przy drodze, a z ludzi chcę wyciągnąć i pokazać to co w nich najpiękniejsze.

czwartek, 6 lipca 2017

Karkonosze 2017
Na pierwszą wyprawę w góry zabrał mnie mój dobry kolega Marcin, choć była to wyprawa na Turbacz to pamiętam dokładnie moment, kiedy poczułam, że właśnie tu chcę być. Ten sam Marcin opowiadał mi o pięknym szlaku ze Szklarskiej Poręby do Karpacza. A że czasy mamy takie, że wiele miejsc możemy oglądać już w Internecie to zachęcona opowiadaniami pooglądałam zdjęcia i mapy owego szlaku i czekałam na moment kiedy realną mogła stać się wyprawa w Karkonosze.
4 lata temu byliśmy na Śnieżce, my czyli Daniel i ja, szliśmy czarnym szlakiem i pamiętam, że było mi po prostu zimno w czasie drogi. Byłam zaskoczona tym, że szlaki są wybrukowane. Wtedy ciężko mi się szło. Tym razem było inaczej.
Może od początku . Poniedziałkowym popołudniem po 2 przesiadkach dodarliśmy do Szklarskiej Poręby. Ze stacji kolejowej czerwonym szlakiem doszliśmy do schroniska na Hali Szrenickiej zahaczając wcześniej o Schronisko Kamieńczyk, nawiasem mówiąc niezwykle klimatyczne miejsce.
Schronisko na Hali Szrenickiej było naszą baza noclegową, od Szklarskiej Poręby dzieli je około 6 kilometrów, podejście może być trochę męczące, jednak widoki są rekompensatą. Charakter schroniska jest zdecydowanie inny niż w Tatrach, można tu dojechać samochodem, jest dużo miejsc noclegowych. Około 20 minut za nim jest schronisko na Szrenicy, bardzo ładnie położone i widoczne jak się później okaże z innych punktów trasy.
Dzień drugi zaczynamy od śniadania oraz wyboru trasy, decydujemy się iść czerwonym szlakiem sudeckim. Po drodze mijamy piękne połaniny obsypane ciekawymi kwiatami, mijamy słynne Śnieżne kotły i niezbyt męczącym szlakiem przesuwamy się do przodu, wędrówka nie obfituje w ciężkie podejścia więc tempo mamy na prawdę dobre, jedynie wiatr dokucza i jak na lipiec jest mi momentami zimno. Gdzieś w oddali dostrzegam miejsca, które fotografowałam o świcie na ubiegłorocznych warsztatach pod Jelenią Górą, a sentyment do tych warsztatów mam ogromny.
 Poraz kolejny zauważam jak różny charakter mają Karkonosze zwane tez Górami Olbrzymimi. Po kilku godzinach wędrówki docieramy do Spindlerovej Chaty, jest to hostel, który kiedyś był schroniskiem https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%A0pindlerova_bouda ,kilka minut drogi dalej jest Schronisko Odrodzenie. Mnogość owych schronisk jest również zaskakująca. Myślę, że ma to wiele plusów, osoby, które z różnych przyczyn nie mogą wspinać się a chcą pobyć w górach mają okazję tu przyjechać autem czy autobusem i nacieszyć się pysznymi widokami , a widok ze Spinlerowej Chaty jest zjawiskowy. Właściciele zadbali o to, by móc wygrzewać się w słońcu i popijać ulubione trunki czy kawy. Generalnie ta część jest nastawiona na turystów. Widok z werandy tak urzeka Daniela,że postanawia, że zostajemy tu na noc. Same pokoje są świetne, jest też czysto i smacznie. Popołudnie spędzamy na trasie wygrzewając się w słońcu, sielankę co chwilę zakłóca mocny wiatr, jednak zdaje się to być normą, ponieważ czytałam, że na Snieżce odnotowano najsilniejszy podmuch wiatru 326 km.h.
Dzień trzeci to wyjście ze schroniska i odwiedziny w sąsiadującym obok schronisku Odrodzenie, dość ciekawa nazwa, niestety strona www nie działa i nie mamy więcej informacji o nim. Kontynuujemy zaczęty wcześniej czerwony szlak, mimo ciemnych chmur decydujemy się iść do następnego Schroniska –Pod Akademicką Strzechą i sąsiadującego z nim Schroniska Samotnia położonego nad cudnym jeziorkiem. W pierwszym schronisku jemy żurek, zaczyna padać deszcz, niepocieszona przyjmuje od Daniela malinową pelerynę, schronisko się zapełnia, widzę nawet młoda mamę z bobasem, którego najzwyczajniej  na świecie karmi piersią. Nie ma z tego powodu żadnej sensacji mam wrażenie ,że nikt nie zwraca na to uwagi.  A po ubiegłorocznych sensacjach w mediach wydawałoby się, że to taki kontrowersyjny temat.
Gdy wychodzimy pada na szczęście coraz mniej i  schodzimy do Samotni. Klimat Samotni jest nie do opisania, jest to miejsce niezwykłe i zdecydowanie można się tu schować przed całym światem. Dla mnie to najlepszy punkt wycieczki. Nie napiszę nic więcej, to miejsce trzeba poczuć J
Z Samotni schodzimy już do Karpacza, gdzie w gospodzie Biały Jar pijemy najlepszą malinówkę domowej roboty. Czeka nas podróż do Jeleniej Góry zatłoczonym busem, skąd bierzemy pociąg do Wrocławia, we Wrocławiu jemy kolacje i wsiadamy w Polskiego Busa do Katowic, w Katowicach łapiemy następnego i w Krakowie jesteśmy około 1 w nocy. Nie ma korków i około  8 godzin zajmuje nam powrót do domu, na szczęście przesiadki idą w miarę zgrabnie. W domu wita nas stęskniona i rozemocjonowana Puszi.
Zrobiliśmy w ciągu 3 dni około 33 km, nie mam zakwasów, bolały mnie jedynie plecy od noszenia plecaka, bo nie jestem przyzwyczajona, mam wrażenie, że w ciągu 1 dnia od świtu moglibyśmy przejść całą trasę, jednak tym razem było to delektowanie się górami, widokami, zapachem lasu. Cieszę się, że mimo problemów z nogami buty są na tyle fajne, że mogę bez problemu przemierzać kolejne kilometry, po ubiegłorocznym wypadzie na Starorobociański Wierch kilka razy zwątpiłam czy będę mogła wspiąć się jeszcze kiedyś.
Nie zrobiłam żadnych spektakularnych zdjęć, jak zawsze kwiaty, które uwielbiam, kilka widoczków … nigdy nie wiem co warto pokazać, bo subiektywnie postrzegam wszystko i każdy szczegół wydaje mi się istotny.
Nie robię precyzyjnego makijażu w górach, wiatr mi robi z włosami co chce, więc wyglądam średnio dobrze, jak patrzę na zdjęcia, tym razem mam dodatkowo mocno opaloną twarz… Poraz kolejny wiem, dlaczego zwykle stoje po drugiej stronie obiektywu;)  Oprócz zdjęć zostają przede wszystkim wspomnienia i momenty, chwile, których nie nazwę ani nie opiszę żadnymi słowami.
Góry oprócz kontaktu z naturą oraz fotografii dają mi możliwość mierzenia się z własnymi słabościami i ograniczeniami. Nie myślę już o sobie,że jestem słaba i nie poradzę sobie. Uczę stawiać się kroki.. Mimo zmęczenia fizycznego jestem naładowana pozytywnie na kilka następnych dni. Często nie mamy czasu spędzać z Danielem skupiając się tylko na sobie, w górach mamy ten czas. Bo oprócz tego co dzieje się dookoła, to jest też spotkanie z człowiekiem, ważne rozmowy. Dlatego dla mnie zawsze było ważne z kim idę, z kim będę dzieliła ten czas.
Tak wyglądała wyprawa w Krakonosze 2017 ku pamięci są je szcze zdjęcia i trasy nagrywane na endomondo ;)





































































Prześlij komentarz