Dziś patrzę wstecz i ze zdumieniem odkrywam, jak wiele miejsca zajęła w moim życiu fotografia. Ale nie stało się to samo. Stało się dlatego, że w końcu pozwoliłam jej w sobie zagościć – bez walki, bez lęku, bez surowych ocen.
Przez długi czas nad moją głową stał on. Wewnętrzny krytyk. "Dziad", który wrzeszczał, że mogłam to zrobić lepiej. Wytykał mi każdy ucięty kadr, każdą zmarnowaną smugę światła, każdy techniczny błąd. Potrafiłam przez dwa tygodnie nie zaglądać do zdjęć, bo jego wrzask był zbyt głośny, bym mogła zobaczyć w nich cokolwiek dobrego. Zawstydzał mnie i budził lęk. Ale w ciągu ostatnich miesięcy coś pękło. Ten surowy głos odszedł na emeryturę (albo w końcu nauczył się mówić szeptem). W jego miejsce przyszedł ktoś nowy – dobry, ciepły głos, który nie karze, nie zawstydza i nie ocenia. Dzięki temu, że ten "dziad" zamilkł, w końcu mogę patrzeć na swoje zdjęcia i widzieć w nich coś więcej niż technikę. Widzę życie, które przestało pędzić.
Fotografia to dla mnie coś znacznie więcej niż mechaniczny zapis rzeczywistości. To stan ducha, w którym nauka spotyka się z poezją codzienności. Co jej zawdzięczam?
Ciszę pośród hałasu. Kiedy przykładam oko do wizjera, ten moment kiedy makijaż oczu traci swój elegancki wygląd 😉 świat zewnętrzny milknie. Znika lista zadań, zakupów… znika szum informacyjny. Zostaje tylko relacja między mną, a światłem. To moja najczystsza forma uważności – moment, w którym „tu i teraz” przestaje być modnym hasłem, a staje się jedyną prawdą. Wchodzę w rolę obserwatora, nie chce i nie umiem być jednocześnie uczestnikiem warsztatów, przyjęcia, rola pochłania mnie bez reszty..
Mapę emocji. Aparat to mój kompas w trudniejsze dni. Pozwala mi nazwać to, co niewyraźne, i zamknąć w kadrze to, co ulotne. Pokazać , że listopad czasem zachwyca…i To moja bezpieczna przystań, w której reguluję tętno świata do rytmu migawki.
Lustra w innych ludziach. Dzięki pasji spotykam fantastyczne dusze. Każdy portret, każda rozmowa o wspólnym zachwycie to dowód na to, że piękno jest łącznikiem. Fotografia skróciła dystans między mną a Drugim Człowiekiem, ucząc mnie pokory i ciekawości, ale przede wszystkim przyniosła przestrzeń na poznawanie ludzi niezwykłych 💚
Nowe oczy. Nauka mówi o neuroplastyczności, ja wolę mówić o cudzie dostrzegania. Fotografia nauczyła mnie, że magia nie potrzebuje dalekich podróży – ona mieszka w cieniu rzuconym na starą ścianę, w pyłku tańczącym w słońcu, w spojrzeniu nieznajomego, cudu jakim jest wschód słońca, bo on nigdy nie jest taki sam…
Dziś wiem, że nie fotografuję tego, tylko co widzę. Fotografuję to, przede wszystkim co czuję. To mój sposób na zatrzymanie czasu, zanim ten zdąży nam uciec miedzy palcami…
Dla wielu to tylko aparat. Dla mnie? To najpotężniejszy bilet wstępu, jaki kiedykolwiek trzymam w dłoniach. Fotografia dała mi odwagę, by otwierać drzwi, które wcześniej wydawały się zamknięte. To ona prowadzi mnie w ciekawe, nieoczywiste miejsca i pozwala stać się milczącym świadkiem momentów, które za chwilę staną się historią. Co jeszcze tak naprawdę jej zawdzięczam?
Przywilej obecności. Aparat to przepustka do bycia blisko – tam, gdzie pulsuje życie, gdzie rodzą się emocje i gdzie dzieją się rzeczy ważne. To niesamowite uczucie: być w samym centrum zdarzeń, trzymając w ręku narzędzie, które potrafi je ocalić od zapomnienia. Czy wiecie, że często na ślubach płakałam jako pierwsza ze wzruszenia?
Mój własny pryzmat. Świat jest jeden, ale punktów widzenia są miliony. Fotografia pozwala mi pokazać Wam moją prawdę. To, jak kładzie się cień, jak drga powietrze, jak układa się uśmiech – to moja opowieść, przefiltrowana przez moje serce i doświadczenia.
Spotkania z fantastycznymi duszami. Pasja ta stała się mostem. Pozwala mi poznawać ludzi, których inaczej bym nie spotkała, i słuchać historii, których bez aparatu w ręku nikt by mi nie opowiedział. Karta kredytowa to przy tym nic…
A Ty? Co sprawia, że Twoje serce bije wolniej, a oczy widzą wyraźniej? Share your light. ✨👇
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz