niedziela, 8 marca 2026

Trzydzieści siedem lat temu odeszła moja babcia. Moja Babcia.

 Trzydzieści siedem lat temu odeszła moja babcia. Moja Babcia.

Byłam wtedy w pierwszej klasie szkoły podstawowej.Niezwykle pogodna, łagodna, z wielkim sercem i poczuciem humoru, uwielbiała kwiaty ogrodowe, kolorowe sukienki, była mi najbliższa.
Piekła kruche ciasteczka i plotła mi warkocze.
Była niemowlakiem kiedy straciła oboje rodziców w przeciągu kilku tygodni, hiszpanka zebrała żniwo…
Z mojej perspektywy- dziecka wzrastającego przy dziadkach, była dla mnie najbliższa, doświadczyłam od niej najczystszej miłości i akceptacji. To ona kupiła mi pierwszy wózek dla lalek, to ona pozwalała bawić się w kwiaciarnię i zrywać kwiaty z ogrodu, róże, maślanki, piwonie i lilie… to razem łuskałyśmy zielony groszek na drewnianej ławce pod wiśnią….
Po jej śmierci pochorowałam się.
Z perspektywy dorosłego wiem, że żałoba po jej odejściu trwała klika lat. Długo myślałam o tym, jak moje dorastanie byłoby łatwiejsze gdyby mogła żyć jeszcze kilka lat dłużej…
Kiedyś śniło mi się , że zmartwychwstała.. spotkałam ją w ulubionej podomce i kapciach…
Trzydzieści siedem lat tęsknię za tym, jak się przy niej czułam — dobra, kochana, bezpieczna. Ale jednocześnie czuję wdzięczność, że mogę nosić jej światło w sobie, przekazywać je dalej i odnajdywać w sobie jej spokój i ciepło. Dzięki temu jej historia nie kończy się wraz z jej odejściem. Dzięki mnie wciąż żyje.