sobota, 11 lutego 2017

Zabawy z drewnem

Zabawy z drewnem

W sobotnie południe, całkiem mroźne i słoneczne miałam okazję potowarzyszyć fotograficznie w wydarzeniu organizowanych przez TECHDETOX http://www.techdetox.pl/   i prowadzonym  przez Tomka z staredechy.pl.  Wydarzeniem były warsztaty pt. Zabawy z drewnem Na ul. Ślusarskiej 9 mieści się pracownia gdzie powstają rękodzieła, (idąc ulicą do pracowni, gdzieś na ścianie budynku miga mi  bardzo adekwatny napis do sytuacji i życiowych filozofii - ŻYJ W HARMONII) tam też udałam się w celu sfotografowania poczynań uczestników.
Już przy wejściu mijam grupę kobietek, które zajmują się obróbką drewna a w następnym pomieszczeniu spotykam grupę z wspomnianych warsztatów, wita mnie cudownych zapach, jedyny w swoim rodzaju – zapach drewna. Przez następne kilkadziesiąt minut obserwuję i fotografuję jak z kawałka drzewa powstaje piękny świecznik w iście rustykalnym stylu.
Przez ten czas faktycznie  można oderwać się od telefonu, czy laptopa i faktycznie uruchomić swoją wyobraźnię, dać upust swoim możliwościom estetycznym oraz pasji tworzenia, nie do opisania jest przyjemność dotykania drewna i poczucia jego faktury, zapachem można się odurzyć… Dość zaskakujące jest, że tak po prosu można zrobić sobie coś pięknego i niepowtarzalnego samemu, wszystkie materiały i narzędzia są dostępne na miejscu, cały czas oko Tomka czuwa nam pracami uczestników, sam Tomek przemieszcza się po pracowni z prędkością światła. Z warsztatów uczestnicy prócz świecznika mieli także zabrać ze sobą deskę do serwowania ( wykonana oczywiście przez nich) oraz.. zegar.  Domyślam się, że satysfakcja jest nie do opisania.

Nie są to ostatnie warsztaty i jeśli szukacie odskoczni od miejskiego życia miedzy pracą, domem a galerią handlową TECHDETOX ma kilka propozycji jak spędzić czas z korzyścią dla siebie, swojego rozwoju. Ponadto prowadzi w kierunku spotkania oraz zgody ze samym sobą. Warto zapoznać się ofertą na bieżący rok,  a już teraz zapraszam do galerii z dnia dzisiejszego.




























niedziela, 5 lutego 2017

"Sztuka kochania" w reżyserii Marii Sadowskiej


Kilkanaście dni temu pojawił się w polskich kinach film opowiadający historii Michaliny Wisłockiej, wczoraj wybraliśmy się do ulubionego kina ARS,żeby zobaczyć produkcję, ku mej uciesze muzykę napisał Krzesimir Dębski, a w rolach drugoplanowych pojawia się Danuta Stenka, Tomasz Kot, Eryk Lubos oraz inni aktorzy, którzy wnoszą do filmu wiele. Najlepszą rolę odegrała Magda Boczarska grając Michalinę. Jej werwa i energia nadają życie całemu obrazowi. Mam nadzieję, że film będzie inspiracja dla tych, którzy nie mieli okazji czytać książki "Sztuka kochania". W filmie pokazany jest życiorys autorki, który jest przewrotny... nie będę zdradzać szczegółów,( bo bardzo polecam i film i książkę i zasięgnięcie po więcej szczegółów z życia Michaliny)  napiszę jedynie,że nie ma takiej drugiej osoby i tylko życie mogło napisać taki scenariusz.

Książkę Sztuka Kochania czytałam kilkanaście lat temu, bardzo prosto i rzeczowo przekazuje informacje dotyczące życia seksualnego oraz informacje ważne dla kobiet, ten język jest prosty a nie prostacki i przekaz dedykowany całemu społeczeństwu. Jak dla mnie książka może być podręcznikiem do wychowania seksualnego w szkołach. 

Jakie refleksje mam po zobaczonym filmie ?  Cudowny zbieg okoliczności nastąpił,że osoba z  Zespołem Aspergera w tamtych czasach zajmowała się takim tematem, uważam,że to sprawiało,że nie miała zahamowań aby mówić o tym co ważne.
A mówiła o bardzo ważnych sprawach, o tym,że kobiety mają tak samo prawo do przyjemności w czasie stosunku  i że możemy planować posiadanie dzieci, ile i kiedy.Ile lat temu podnosiła ważność tematu ? A w obecnych czasach musimy chodzić na czarne marsze oraz protestować by pozwolono zostawić nam wybór. Innym tematem jest ile obłudy się kryje za tym, że politycy "zaglądają" nam do łóżka, a sami żyją jak chcą i śmieją nam się w twarz, złe czasy polityczne mamy, ale nie o tym tu miało być.
Film pokazuje też ile dobrego Michalina zrobiła dla kobiet, a one pomogły jej wydać książkę, jak była oddana pracy, niestety kosztem macierzyństwa oraz braku czasu dla córki, która nie ma żalu do mamy.
Tak, my kobiety mamy wiele razem.
Na końcu chciałam dodać,że sam film ogromnie  mnie wzruszył i patrzę na niego jako film o miłości...  Bo małżeństwo Michaliny i życie w trójkącie okazało się zgubne w szczególności  dla Krzysia i Wandy (przyjaciółki Michaliny), mąż odszedł i nigdy nie wrócił, a druga wielka miłość Michaliny ( niestety nie pamiętam jak miał na imię) miał,żonę, potem córeczkę i nie dane było im żyć razem... Na wieść o jego  śmierci Michalina mdleje... to pokazuje ile miała w sercu, to pokazuje ,że nie mogła spędzić dni starości przy ukochanym, Jest to paradoksalne, że osoba ,która tyle dawała innym była samotna w swych ostatnich dniach.Dlatego uważam,że takie scenariuszu pisze tylko samo życie.
Wiele można by zarzucić Michalinie i nie jest postacią idealną, ani czarno-białą, jest jak jej piękne sukienki, które szyła z zasłonek :)
Ten film to swoistego rodzaju hołd dla Michaliny. Otworzyła drogę,tym, którzy nie wiedzieli, nie potrafili, nie umieli.Pomogła setkom  kobiet kosztem swojego życia i szczęścia.
Bardzo polecam uzupełnienie informacji o Michalinie
Standardowy życiorys w Wikipedii  tutaj , wywiad  reżyserką Marią Sadowską tutaj tutaj , wywiad z Michaliną tutaj . I na koniec wywiad z córką Krystyną Bielewicz tutaj .